NIERUCHOMOŚĆ:
Dom wolnostojący 250 mkw, na działce 650 mkw, wybudowany w 1991 roku.
Stan nieruchomości: do odświeżenia.
Lokalizacja: Warszawa Ursynów.
SYTUACJA FORMALNO – PRAWNA
Śmierć współmałżonka. Prawomocny akt poświadczenia dziedziczenia.
Spadkobiercy: żona i dorosła córka.
Imiona, detale lokalizacji i inne szczegóły zostały zmienione na potrzeby opowiedzenia historii bez ujawniania jakichkolwiek informacji mogących sugerować podobieństwo do rzeczywistych osób.
ZA WCZEŚNIE
Pierwszy raz z Panią Olgą spotkałam się kilka lat temu. Od śmierci jej męża minął rok.
Wspólny znajomy zarekomendował mnie Pani Oldze; nosiła się z zamiarem sprzedaży domu. Chciała porozmawiać, skonsultować sprawę. Wycenić nieruchomość i opracować plan działań.
Dom, choć ma już swoje lata, jest zadbany i od wejścia przyjazny. Siadamy w niedużym salonie. Pani Olga przynosi dwie filiżanki kawy. Zaczynamy rozmawiać.
Sama dość szybko zaczyna mówić o powodach sprzedaży. Choć czas mija, wciąż nie może oswoić się z samotnością, którą każdego dnia odczuwa po powrocie do domu. Męża brakuje jej ogromnie. Chce się uwolnić od tego wszystkiego co tak boleśnie przypomina o jego braku.
Rozmawiamy dłuższą chwilę. Wsłuchuję się w ich historię. Strasznie dużo tam jeszcze takich żywych wspomnień. Zrozumiałam, że spotykamy się za wcześnie.
Pani Olga zakończyła opowieść a ja powiedziałam tylko: – „Wydaje mi się, że nie jest Pani jeszcze gotowa”.
METODA MAŁYCH KROKÓW.
Po tych słowach popłynęło istne morze łez. Powiedziała, że to w 100% prawda. I że nie wie jak w takim razie ma sobie pomóc.
Zaproponowałam żeby zrezygnowała na razie ze sprzedaży i wynajęła dom. Na rok, dwa. Tyle ile będzie trzeba, żeby uporać się z żałobą i zyskać gotowość na kolejny krok. Zyskałaby czas na swoje osobiste „pożegnanie”, a środki uzyskane z wynajmu pozwoliłyby przenieść się w inne miejsce.
Miałam wrażenie, że Pani Oldze kamień spadł z serca. Przez ostatnie miesiące sama siebie próbowała przekonać do czegoś, na co zupełnie nie czuła się gotowa.
Dwa lata później odebrałam telefon od Pani Olgi. Przyjeżdża do Warszawy. Jest gotowa.
Dom sprzedałyśmy w zaledwie 3 tygodnie od wyprowadzki najemców. Obserwowałam jak ze wzruszeniem, ale i wielkim spokojem Pani Olga przekazuje dom nowym właścicielom.
DZIURA W SERCU. DZIURA W SUFICIE.
To było niezwykle ważne doświadczenie w mojej pracy zawodowej. Wielokrotnie obserwowałam, że kiedy klient nie jest gotowy na zmianę, pożegnanie czegoś, nowy rozdział – sprzedaż idzie jak po grudzie, piętrzą się trudności. Albo cały proces utyka w martwym punkcie.
Nasze biuro prowadzi teraz sprzedaż kosztownego apartamentu na Mokotowie. Para młodych ludzi.
Zaledwie kilkanaście miesięcy temu zakupili to wymarzone „M”. Rok covidowej rzeczywistości pod jednym dachem sprawił, że podjęli decyzję o rozstaniu. Rozwód. Dużo trudnych emocji.
W dniu pierwszej prezentacji sąsiad mieszkający piętro wyżej spowodował potężne zalanie i zrujnował część mieszkania. Ponieważ nie posiadał ubezpieczenia, spór o pokrycie kosztów remontu ciągnął się kilka miesięcy, blokując sprzedaż.
W ciągu kilkunastu lat pracy nabrałam niezłomnej pewności, że pośrednik ma za zadnie nie tyle pomóc w sprzedaży, co pomóc człowiekowi; sprzedaż jest jedynie wypadkową tego drugiego. I że jesteśmy wszyscy jesteśmy sobie nawzajem potrzebni.
Autor: Katarzyna Bromirska
Licencjonowany pośrednik, od 2008 r. w branży nieruchomościowej